niedziela, 2 marca 2014


Rozdział 11

  *Oczami Roe*

  Siedziałam w schronie, cała przestraszona, zmarźnięta i skulona w rogu. Płakałam... Bałam się... A najbardziej męczyła mnie myśl, że ci chłopacy giną tam przeze mnie, a ja ? A ja co ? Siedzie tu zamknięta ! I nie mogę im pomóc... nie moge !
  Miałam zasłonięte oczy ręką... Próbowałam myśleć o czymś innym, aż nagle usłyszałam głośnie, szybkie kroki... Nie odzywałam się... Ktoś próbował otworzyć drzwi schronu... Łzy napłyneły mi do oczu... Udało mu się... Zamknełam oczy, gdy nagle usłyszałam głos Tom'a.
-Stęskniłaś się za mną?- zapytał cały brudny, zakrwawiony i osiniaczony.
-TOM ! - szybko do niego pobiegłam i objełam mocno- nawet nie wiesz jak się ciesze, że cie widze... Chodz szybko trzeba im pomóc...
-Ymmm... ty nie pomożesz... Mam cię zaprowadzić do jakiegoś bezpiecznego miejsca, bo teraz to naet schron nie jest bezpieszny- odparł, przewracając oczami.
-Tom... proszę- zaczełam prosić
-Obiecałem- powiedział i przerzucił mnie przez rami i zaniusł do pokoju.
   W moim i Matt'a pokoju było wszystko do góry nogami... Łóżka porozwalane... Firanki zdarte... szyba wybita... stoliki porysowane...
-Gdzie Matt ? Miał po mnie wrócić ! Obiecał mi to !- zaczełam się denerwować...
-I wróci... Matt zawsze dotrzymuje słowa...-odparł Tom. Nagle zobaczyłam za nim mężczyzne z bronią i maską.
-TOM ! - Tom się odwrócił i szybko popchnął mnie na łóżko, że aż się znalazłam za nim.
-Nie wychylaj się !- zaczął krzyczeć, a ja usłyszłam strzały... Nie posłuchałam go i lekko się wychyliłam. Ten koleś siedział na Tom'ie i go dusił !!! Zaczełam płakać i panikować... Zaobaczyła jeszcze stojący stolik i szybko za niego chwyciłam, powoli podeszłam do mężczyzny. Zacisnełam zęby i z całej siły walnełam stolikiem w jego głowe (mężczyzny). Tom wstał, otrzepał ubrani i spojrzał na mnie z uśmiechem.
-No niezle- pokazał swoje zęby, podniusł broń i strzelił mu w głowe. - To był jeden... Pewnie więcej ich jest już w budynky... yhhh... będziemy musieli uważać...
-Kiedy Matt wróci ? - łza poleciała mi po policzku.
-Nie wiem... Ale wiem, że wróci.-odparł i złapał mnie za ramię. Nagle odezwała się jego krutkofalówka... "Tom, są w budynku... zabieraj stamtąd Roe... natychmiast !" - w krutkofaluwce rozległ się głos Matt'a.
-Przyjąłem... bezodbioru-odpowiedział Tom.- Słyszłaś... zabieramy się... Szybko !
-Nie zostawie Matt'a !!!- zaczełąm krzyczeć.
-Przepraszam...- Tom złapał mnie za ręke, zaczełam się wyrywać... on wyjął z kieszeni strzykawke i wbił mi w rękę... nic dalej nie pamiętam, tylko jego ostatnie słowa "PRZEPRASZAM".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz