Rozdział 3
*Oczami Roe*
No niezle... Czad nie daje mi spokóju... Jakiś Matt za mną łazi... CO JESZCZE SIĘ STANIE ?!
Yhhh...
Zeszłam sobie do kuchni, zobaczyłam mame w kurtce.
-Gdzie lecisz ?- spojrzałam na nią ze zdziwieniem-Przecież nie masz dzisiaj pracy-odsunełam się lekko w tył.
-Muszę wyjść, zrozum... babskie sprawy- mama nie mogła dobrać dobrej wymówki.
-To pójdę z tobą, też jestem babą- podeszłam bliżej.
-Kobiece sprawy, a nie nastoletni- mama już wyszła. Hmmm... no niezle... usiadłam na kanapie i włączyłam jakiś program.
*20 min później*
Dalej oglądałam to samo, głupie kanały kucharskie... nawet nie wiem czemu to oglądałam, nigdy nie lubiłam gotować.
-A ty co ? - nagle usłyszałam głos za sobą. Szybko zerwałam sie na równe nogi i odwróciłam się. Nooo... Wszędzie rozpoznam tą marynarke i rurki, Matt.
-Proszę cię... odwal się ode mnie.- wziełam oddech.
-Grozi ci niebezpieczeństwo. Pojedz ze mną, proszę- podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek.
-Nigdzie nie idę, pogieło cię ? - spojrzałam na niego jak na idiote i wyrwałam nadgarstek z ucisku jego dłoni.
-Proszę cię, grozi ci niebezpieczeństwo, uratuje cię tylko musisz się zgodzić...- Matt już miał łzy w oczach. No kurczeee... nooo... co mam robić ?! Nie znam go...
-Ja pierdziele... Ale ja ciebie nie znam... i przed czym masz mnie uratować ? - odsunełam się od niego trochę.
-Kurde... nooo... szukają cię... chcą cię zmienić... Noooo... nie mogę ci teraz powiedzieć w co... muszę ci zaufać, a ty mi...- spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi brązowymi oczami.
-Nie ma takiej obcji... nigdzie nie jade... zostaje... mama mnie potrzebuje, a ja mamy-odpowiedziałam ostatecznie.
-Ja piernicze ! Nie wiesz co ci grozi, chce ci pomóc, chce cię uratować, nawet nie wiesz jakie niebezpieczeństwo ci grozi, a jeśli ze mną nie pojedziesz to nie tylko ty ucierpisz, ale nawet twoja matka ! A wiesz jaki to ból żyć bez rodziny ?! Wiesz ?! Wątpie ! Więc taj sobie pomóc !- Matt złapał mnie za ramiona i wykrzyczał mi to w twarz... Powiedział, że jak nie pojade to stanie się krzywda mojej mamie... Nie pozwole na to, nie miałam wyboru.
-Dobra... Kiedy jedziemy ?- Spojrzałam na niego.
-Teraz... Chodz- Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął.
-Daj mi pare czasu... chce się spakować...- wyrwałam się i pobiegłam na góre, a on za mną.
-Tylko szybko.-odparł.
Super czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuń