Rozdział 13
Musiałam zostać w willi Tom'a, przez pare dni nie wracałam do bazy Tom'a i Matt'a. Fajnie było u Tom'a w willi, ale tęskniłam za treningami, strzałami i ogólnie za tamtym miejscem.
-Matt, kiedy będę mogła wrócić ? - zapytałam.
-Kiedy chłopcy posprzątają tam.- odparł i podrapał się po głowie.
-No to mogeee... im pomóc- oznajmiłam i wstałam, poszła w strone drzwi wyjściowych, wziełam kurtke i już otwierałam drzwi.
-A a a...-podszedł Matt... Zamknął drzwi i powoli zdjął mi kurtke- jutro pojedziemy, dzisiaj jeszcze tu zosajesz... Muszą jeszcze raz dokładnie wszystko przejrzeć... no wiesz... czy ktoś nie został z wrogów, czy nie zamątowali żadny podsłuchów i kamer itd.
-Tsaaa...-pokręciłam oczami. Matt objął mnie w pasie i przytulił.
-Zostajemy-pocałował mnie w policzek.
•Następny dzień•
Obudziłam się z samego rana i szybko się uszykowałam do wyjścia. Zbiegłam po schodach i ubierałam kurtke, była tak ok. 7:30. Wyszłam na zewnątrz i próbowałam otworzyć samochód.
-Kurdeee.... kluczyki... Matt !- powiedziałam po cichu i szybko pobiegłam do Matt'a. Wbiegłam do pokoju. Matt jeszcze spał.
-Matt !- wskoczyłam na łóżko prosto na niego.-Jedziemy już !- Matt otworzył oczy, spojrzał na mnie, ziewnął,zepchnął mnie z siebie, połóżył obok siebie i objął.
-Jeszcze 5 min.-oznajmił i pocałował mnie w policzek.
-Nie Matt ! Obiecałeś !- zaczełam dramatyzować i odepchnełam go.
-I pojedziemy, ale kobieto nie o tak wczesnej porze... oni też jeszcze śpią... daj im się wyspać-odpowiedział Matt i położył się na brzych.- I mi przynajminiej też...- dodała z głową w poduszce.
-No Matt !- usiadłam mu na plecach i złapałam za ramiona.- Proszeeee...
-Yhhhhh... Czekaj...- wstał i się przeciągnął.-Ehh... o 12...-położył się znowu.
-Dobra to jade sama...- wyjełam z jego spotni kluczyki. Matt wstał na równe nogi, założył spodnie i koszulke.
-Wygrałaś-powiedział z fochem.-chodz...
-Kocham cię-pocałowałam go w policzek.
-Tsa, tsa...
Weszłam cała podekscytowana do samochodu. Matt jeszcze prawie nie przytomny jechał w strone bazy. Co chwila ziemał i przysypiał.
Wjechaliśmy na plac... Było cichooo... nigdy nie było tu tak cicho... zawsze cos się działo. Dużo było porozwalanych rzeczy. Lekko zacisnełam zęby i zaczełam się rozglądać...
-Mówiłem, żeby jeszcze zaczekać z przyjeżdżaniem tu.- pokręcił głową Matt.
-Eh... było gorzej ? - spojrzałam na niego ze strachem.
-Sto razy gorzej...- odpowiedział
Weszliśmy do środka... W środku było gorzej niż na zewnątrz, o wiele gorzej... Wszystko do góry nogami, spojrzałam przez łzy...
-Gdzie chłopcy ? - zapytałam Matt'a
-Pewnie śpią...- Matt spojrzał do góry i westchnął...
Nie sądziłam, że aż tak mogli zniszczyć to miejsce... Ale przecież to nie była bitwa ZWYKŁYCH ludzi... Oni byli inni... silniejsi, szybsi... Prawie nie śmiertelni....
czwartek, 6 marca 2014
wtorek, 4 marca 2014
Rozdział 12
Obudziłam się w samochodzie na tylnych siedzeniach. Głowa mnie bolała. Usiadłam na środkowym siedzeniu i spojrzałam na Tom'a, który prowadził.
-Gdzie jedziemy ? - zapytałam i przetarłam oczy.
-O boże... ! A żeś mnie wystraszyła...- podskoczył na siedzeniu i przeze mnie zjechał troche na prawe pobocze.- Ymmm jedziemy do takiej jakby małej chatki... A zresztą zaraz sama zobaczysz.
-Gdzie Matt ? - zapytałam
-Został...- Tom zacisnął zęby i nerwowo skręcił w prawo.- O tam jedziemy, widzisz ten dom ?
Nic nie odpowiedziałam... byłam w lekkim szoku... obiecał, że wróci... OBIECAŁ !
-Roe ? - Tom spojrzał na mnie, a potem znowu na ulice.
-Ymm... co ? - otrząsnełam się.
-Przyjedzie... powiedział mi, że przyjedzie...-próbował mnie uspokoić.
-Tak samo jak miał po mnie wrócić... co nie ? - łzy napłyneły mi do oczu, a moją głowe przejeły najstraszniejsze myśli.
-I wróci, obiecał... Matt zawsze dotrzymuje słowa.- oznajmiał i zatrzymał się przed dużą willą.
Wyszłam z samochodu i spojrzałam na dom.
-To ma być ta chatka ? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Najmniejsza z moich wszystkich willi... Więc nazwałem ją chatka.- pokazał swoje białe zęby. - No to wchodzmy bo chyba zaraz będzie padać. Weszliśmy do środka, było ślicznie... Wszystko czyste i lśniące.
-Napijesz się czegoś ?- zapytał i pokierował się w strone kuchni.
Tom jak najlepiej starał się abym nie myślała w tej chwili o Matt'cie, ale nie umiałam... Po prostu to uczucie niewiedzy mnie wykańczało... Co jeśli coś mu jest ? Nic nie wiedziałam... Obejrzeliśmy chyba ze trzy filmy i chyba z 60 odcinków jakiejś opery mydlanej.
W pewnym momencie Tom dostał telefon, spojrzał na niego i wyszed z pomieszczenia, nie rozmawiał za długo, po jakiś 10 min wrócił szczęśliwy.
-Zgadni kto już tu prawie jest ? - Tom spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
-Matt !- szybko wstałam z kanapy.- Otwórz drzwi !- krzyknełam do Tom'a
-Ale pada...- odpowiedział. Usłyszałam dzwięk otwierających się drzwi samochodu.- A z resztą - otworzył zamek a ja wybiegłam na deszcz. Zobaczyłam Matt'a, nie wyglądał zle... Miał kilka zadarć, draśnięć itd. ale tak pozatym wyglądał jak zawsze. Szybko do niego pobiegłam i rzuciłam mu się na szyje.
-Proszę nie zostawiaj mnie więcej...-poprosiłam, a łzy zlatywały po moich policzkach.
-Przepraszam- pocałował mnie i zabrał do willi Tom'a.- Nie zostawię cię napewno nie na tak długo.
__________________________________________________________________________
Ostatno za dużo nie dodaje... I dotego jeszcze są krótkie ;/ Przepraszam ;/ Spróbuję następny zrobić dość długi. <3
Obudziłam się w samochodzie na tylnych siedzeniach. Głowa mnie bolała. Usiadłam na środkowym siedzeniu i spojrzałam na Tom'a, który prowadził.
-Gdzie jedziemy ? - zapytałam i przetarłam oczy.
-O boże... ! A żeś mnie wystraszyła...- podskoczył na siedzeniu i przeze mnie zjechał troche na prawe pobocze.- Ymmm jedziemy do takiej jakby małej chatki... A zresztą zaraz sama zobaczysz.
-Gdzie Matt ? - zapytałam
-Został...- Tom zacisnął zęby i nerwowo skręcił w prawo.- O tam jedziemy, widzisz ten dom ?
Nic nie odpowiedziałam... byłam w lekkim szoku... obiecał, że wróci... OBIECAŁ !
-Roe ? - Tom spojrzał na mnie, a potem znowu na ulice.
-Ymm... co ? - otrząsnełam się.
-Przyjedzie... powiedział mi, że przyjedzie...-próbował mnie uspokoić.
-Tak samo jak miał po mnie wrócić... co nie ? - łzy napłyneły mi do oczu, a moją głowe przejeły najstraszniejsze myśli.
-I wróci, obiecał... Matt zawsze dotrzymuje słowa.- oznajmiał i zatrzymał się przed dużą willą.
Wyszłam z samochodu i spojrzałam na dom.
-To ma być ta chatka ? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Najmniejsza z moich wszystkich willi... Więc nazwałem ją chatka.- pokazał swoje białe zęby. - No to wchodzmy bo chyba zaraz będzie padać. Weszliśmy do środka, było ślicznie... Wszystko czyste i lśniące.
-Napijesz się czegoś ?- zapytał i pokierował się w strone kuchni.
Tom jak najlepiej starał się abym nie myślała w tej chwili o Matt'cie, ale nie umiałam... Po prostu to uczucie niewiedzy mnie wykańczało... Co jeśli coś mu jest ? Nic nie wiedziałam... Obejrzeliśmy chyba ze trzy filmy i chyba z 60 odcinków jakiejś opery mydlanej.
W pewnym momencie Tom dostał telefon, spojrzał na niego i wyszed z pomieszczenia, nie rozmawiał za długo, po jakiś 10 min wrócił szczęśliwy.-Zgadni kto już tu prawie jest ? - Tom spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
-Matt !- szybko wstałam z kanapy.- Otwórz drzwi !- krzyknełam do Tom'a
-Ale pada...- odpowiedział. Usłyszałam dzwięk otwierających się drzwi samochodu.- A z resztą - otworzył zamek a ja wybiegłam na deszcz. Zobaczyłam Matt'a, nie wyglądał zle... Miał kilka zadarć, draśnięć itd. ale tak pozatym wyglądał jak zawsze. Szybko do niego pobiegłam i rzuciłam mu się na szyje.
-Proszę nie zostawiaj mnie więcej...-poprosiłam, a łzy zlatywały po moich policzkach.
-Przepraszam- pocałował mnie i zabrał do willi Tom'a.- Nie zostawię cię napewno nie na tak długo.
__________________________________________________________________________
Ostatno za dużo nie dodaje... I dotego jeszcze są krótkie ;/ Przepraszam ;/ Spróbuję następny zrobić dość długi. <3
niedziela, 2 marca 2014
Rozdział 11
*Oczami Roe*
Siedziałam w schronie, cała przestraszona, zmarźnięta i skulona w rogu. Płakałam... Bałam się... A najbardziej męczyła mnie myśl, że ci chłopacy giną tam przeze mnie, a ja ? A ja co ? Siedzie tu zamknięta ! I nie mogę im pomóc... nie moge !
Miałam zasłonięte oczy ręką... Próbowałam myśleć o czymś innym, aż nagle usłyszałam głośnie, szybkie kroki... Nie odzywałam się... Ktoś próbował otworzyć drzwi schronu... Łzy napłyneły mi do oczu... Udało mu się... Zamknełam oczy, gdy nagle usłyszałam głos Tom'a.
-Stęskniłaś się za mną?- zapytał cały brudny, zakrwawiony i osiniaczony.
-TOM ! - szybko do niego pobiegłam i objełam mocno- nawet nie wiesz jak się ciesze, że cie widze... Chodz szybko trzeba im pomóc...
-Ymmm... ty nie pomożesz... Mam cię zaprowadzić do jakiegoś bezpiecznego miejsca, bo teraz to naet schron nie jest bezpieszny- odparł, przewracając oczami.
-Tom... proszę- zaczełam prosić
-Obiecałem- powiedział i przerzucił mnie przez rami i zaniusł do pokoju.
W moim i Matt'a pokoju było wszystko do góry nogami... Łóżka porozwalane... Firanki zdarte... szyba wybita... stoliki porysowane...
-Gdzie Matt ? Miał po mnie wrócić ! Obiecał mi to !- zaczełam się denerwować...
-I wróci... Matt zawsze dotrzymuje słowa...-odparł Tom. Nagle zobaczyłam za nim mężczyzne z bronią i maską.
-TOM ! - Tom się odwrócił i szybko popchnął mnie na łóżko, że aż się znalazłam za nim.
-Nie wychylaj się !- zaczął krzyczeć, a ja usłyszłam strzały... Nie posłuchałam go i lekko się wychyliłam. Ten koleś siedział na Tom'ie i go dusił !!! Zaczełam płakać i panikować... Zaobaczyła jeszcze stojący stolik i szybko za niego chwyciłam, powoli podeszłam do mężczyzny. Zacisnełam zęby i z całej siły walnełam stolikiem w jego głowe (mężczyzny). Tom wstał, otrzepał ubrani i spojrzał na mnie z uśmiechem.
-No niezle- pokazał swoje zęby, podniusł broń i strzelił mu w głowe. - To był jeden... Pewnie więcej ich jest już w budynky... yhhh... będziemy musieli uważać...
-Kiedy Matt wróci ? - łza poleciała mi po policzku.
-Nie wiem... Ale wiem, że wróci.-odparł i złapał mnie za ramię. Nagle odezwała się jego krutkofalówka... "Tom, są w budynku... zabieraj stamtąd Roe... natychmiast !" - w krutkofaluwce rozległ się głos Matt'a.
-Przyjąłem... bezodbioru-odpowiedział Tom.- Słyszłaś... zabieramy się... Szybko !
-Nie zostawie Matt'a !!!- zaczełąm krzyczeć.
-Przepraszam...- Tom złapał mnie za ręke, zaczełam się wyrywać... on wyjął z kieszeni strzykawke i wbił mi w rękę... nic dalej nie pamiętam, tylko jego ostatnie słowa "PRZEPRASZAM".
piątek, 28 lutego 2014
Rozdział 10
ZABIŁ GO ! Yhhhh... !
Pobiegłem do Tom'a i wszystko mi opowiedziałem.
-Ej, ej, ej czekaj... gadałeś z nim przez telefon ? On zna twój numer ? - Tom przyjrzał się mi.
-No... tak, a co ? - zapytałem i przekręciłem oczami.
-Pomyśl geniuszu... gadałeś z nim przez telefon, a czy wiesz, że numer telefonu można namierzyć ? - Tom zapytał mnie chytrze.
-O CHOLERA ! - zacząłem panikować.
-Spokojnie...- Tom wstał i wcisnął czerwony guzik.- chłopcy już się przygotowóją... A ty leć schowaj gdzieś Roe, no i przynajmniej siebie, bo z tego co mówiłes ciebie też chce zabić- westchnął Tom.
-Dobra, dobra.- wybiegłem z bióra Matt'a i szukałem Roe. Znalazłem ją dopiero przy bramie głównej, gdzie razem z chłopakami siedziała i czekała, aż zaatakują.
-ROE ! Chodz tu ! - zacząłem krzyczeć i szybko do niej pobiegłem...
-Ale co, czekam aż zaatakują...- Roe zaczeła tłumaczyć
-Nie będziesz walczyć... chodz się schować ! - krzyczałęm i przerzuciłem ją przez ramie. Zaprowadziłem ją do pokoju i wziąłem krutkofalówke.
-Tom jak tam ?- powiedziałem do krutkofalówki.
-Narazie nic. Czekaj... SĄ ! Chowaj Roe... ! Nie wiem czy damy rade ich utrzymać - zaczął wrzeszczeć.
-Jasne-odpowiedziałem- Roe ! Za szafe ! szybko !- rozkazałem jej i wziąłem wielką walizke. Wyjąłem dwie bronie i naładowałem.
-Matt...- usłyszałem jej zachrypnięty głos...
-Siedz tam ! - rozkazałem.
Słyszałem jak idą po schodach, ale Tom kazał nie wychodzić tylko czekać.
Nagle wtargneli... Było ich z pięciu... Od razu odpaliłem magazynek i zacząłem strzelać... Udało mi się zabić wszystkich. Ledwo... ale udało się. Wziąłem Roe za rękę i zaprowadziłem szybko do schronu.
-Siedz tu ! Wróce ! obiecuje...- pocałowałem ją i wybiegłem ze schronu, zamykająć szczelnie drzwi.
Było ich bardzo dużo, ale nie widziałem Max'sa... Gdzie ten gnojek jest ?!
ZABIŁ GO ! Yhhhh... !
Pobiegłem do Tom'a i wszystko mi opowiedziałem.
-Ej, ej, ej czekaj... gadałeś z nim przez telefon ? On zna twój numer ? - Tom przyjrzał się mi.
-No... tak, a co ? - zapytałem i przekręciłem oczami.
-Pomyśl geniuszu... gadałeś z nim przez telefon, a czy wiesz, że numer telefonu można namierzyć ? - Tom zapytał mnie chytrze.
-O CHOLERA ! - zacząłem panikować.
-Spokojnie...- Tom wstał i wcisnął czerwony guzik.- chłopcy już się przygotowóją... A ty leć schowaj gdzieś Roe, no i przynajmniej siebie, bo z tego co mówiłes ciebie też chce zabić- westchnął Tom.
-Dobra, dobra.- wybiegłem z bióra Matt'a i szukałem Roe. Znalazłem ją dopiero przy bramie głównej, gdzie razem z chłopakami siedziała i czekała, aż zaatakują.
-ROE ! Chodz tu ! - zacząłem krzyczeć i szybko do niej pobiegłem...
-Ale co, czekam aż zaatakują...- Roe zaczeła tłumaczyć
-Nie będziesz walczyć... chodz się schować ! - krzyczałęm i przerzuciłem ją przez ramie. Zaprowadziłem ją do pokoju i wziąłem krutkofalówke.
-Tom jak tam ?- powiedziałem do krutkofalówki.
-Narazie nic. Czekaj... SĄ ! Chowaj Roe... ! Nie wiem czy damy rade ich utrzymać - zaczął wrzeszczeć.
-Jasne-odpowiedziałem- Roe ! Za szafe ! szybko !- rozkazałem jej i wziąłem wielką walizke. Wyjąłem dwie bronie i naładowałem.
-Matt...- usłyszałem jej zachrypnięty głos...
-Siedz tam ! - rozkazałem.
Słyszałem jak idą po schodach, ale Tom kazał nie wychodzić tylko czekać.Nagle wtargneli... Było ich z pięciu... Od razu odpaliłem magazynek i zacząłem strzelać... Udało mi się zabić wszystkich. Ledwo... ale udało się. Wziąłem Roe za rękę i zaprowadziłem szybko do schronu.
-Siedz tu ! Wróce ! obiecuje...- pocałowałem ją i wybiegłem ze schronu, zamykająć szczelnie drzwi.
Było ich bardzo dużo, ale nie widziałem Max'sa... Gdzie ten gnojek jest ?!
Rozdział 9
*Oczami Roe*
Ojejku ! Pocałował mnie ! Nie sądziłam, że kiedy kolwiek by nawet mnie przytulił, a co dopiero pocałował.
Wstałam z podłogi odgarnełam włosy i lekko chrząknełam. Wyszłam z pokoju i poszłam na dół. Chłopacy miali mieć dzień wolny, a jednak ich słyszałam już na schodach jak krzyczą i trenują. Szybko do nich pobiegłam i spojrzałam zaskoczona. Byli wszyscy, a mieli mieć wolne.
-Ej !!! Nie macie dnia wolnego ? - spojrzałam pokolei na każdego a w pomieszczeniu zrobiła się cisza.
-Nooo... mamy- odparł jeden.
-To co tu robicie ? - zbliżyłam się do niego.
-Trenujemy... nie chcemy mieć dnia wolnego...-odpowiedział ten sam. W pewnej chwili weszli Matt i Tom, byli cali mokrzy.
-Tom, ale z ciebie idiota... jeszcze bardziej to zepsułeś- denerwował się Matt.-Ej a wy co ? Dzień wolny macie. Co tu robicie ? - Matt spojrzał na nich ze zdziwieniem.
-Właśnie... - Tom zmarszczył czoło.
-Ale szefie... my chcemy trenować... i przecież w każdej chwili mogą zaatakować... Coś myśle, że we trójke nie dacie rady im... - odparł jeden z tłumu.
-Ojejujeu... no dobra... to wasz dzień. Róbcie co chcecie...- odpowiedział Tom i zaczesał włosy do tyłu.
Tom zdziwiony poszedł do swojego bióra... Spojrzałam na Matt'a. On lekko się do mnie uśmiechnął, odwzajemniłam to tym samy. Przez chwile tak na siebie patrzyliśmy.
-Roe... trenujesz z nami ? - nagle jeden z chłopaków złapał mnie za rami i zapytał.
-Ymm... co ? - obudziłam się wreszcie z transu.
-Trenujesz z nami ? - powtórzył.
-Taaakk...-odpowiedziałam.
*Oczami Matt'a*
Szedłem właśnie do Tom'a, żeby z nim pogadać. Nagle zadzwonił mój telefon. CHRIS !
•Rozmowa telefoniczna•
-Chris ! Co z tobą ?!-zacząłem się pytać.
-Matt... przepraszam...-usłyszałem jego głos.
-Co ? O co ci chodzi ?!- zacząłem się niepokoić.
-Jak tam u ciebie zdrajco ? - nagle w słuchawce usłyszałem niski, okropny głos Max'sa... Aż mnie ciarki przeszły.
-Dobrze "SZEFIE" - odpowiedziałem ironicznie.
-Miałeś mi chyba coś dostarczyć...-zaczął temat.
-Miałem... ale nie dostarcze.-odpowiedziałem ostatecznie.
-Nie mart się ja ją dostane, czy ci się to podoba, czy nie.-zaczął groźnie mówić- A teraz... masz ochote coś powiedzieć Chris'owi ? - zapytał.
-CO ?! OD CHRIS'A SIĘ ODWAL ! GNOJU !- Zacząłem krzyczeć. Aż w końcu usłyszałem strzał.
-To chciałeś mu powiedzieć, tak ? Hm... ale teraz już mu nic nie powiesz... I nie mart się... znajdę cię i zabije-Rozłączył się.
czwartek, 27 lutego 2014
Rozdział 8
*Oczami Roe*
•Kilka tygodni później•
Od kilku tygodni nic się nie dzieje... Strasznie tęsknie za domem ! Ale muszę przyznać, że tu też jest fajnie, poznałam paru chłopaków, są naprawde fajni. Nic, że są maszynami do zabijania, ale naprawde da się z nimi normalnie porozmawiać. Do Matt'a też się przywiązałam, on chyba do mnie też, zawsze musi być koło mnie bo się denerwuje i boję się iść gdzie kolwiek. On za to jak ja się gdzieś zgubie na terenie budynku, od razu panikuje. Z Tom'em za to uczyłam się strzelać ze zwykłej broni, Tom mówił, że szybko się ucze i nawet dał mi jedną zwykłą broń, abym miała zawsze przy sobie.
Mój dzień wyglądał tak:
Wstaje, idę na śniadanie, Matt mnie poucza, idę do pokoju, ubieram się w wygodne ciuchy, idę ćwiczyć z Tom'em strzały, a potem idę na trening z chłopakami. Nie jest on za ciekawy, ale tak właśnie on wygląda.
Najczęściej mój dzień kończy się zakwasami i bólem głowy. Jak mnie coś boli to staję nerwowa i na wszystko narzekam, a Matt wtedy mówi- "Mówiłem, żebyś nie ćwiczyła".
Właśnie szłam na śniadanie. Matt i Tom już jedli.
-O witamy, witamy !- przywitał mnie Tom z uśmiechem, jak zwykle.
-Cześć-usiadłam na krześle i zaczełam smarować masłem czekoladowym jedną krompę chleba.- o której dzisiaj trening ?- westchnęłam.
-Dzisiaj se robimy przerwe... chłopacy muszą mieć jakiś dzień wolny.-odparł Tom i napił się kawy.
-Jak to ?- spojrzałam oburzona na Tom'a, a potem na Matt'a.
-Jeden dzień muszą mieć wolny, trenują dzień w dzień, mogą się choć na chwilke wyrwać stąd.-Tom zaczął jeść swoją kanapke.
-A gdzie idą ? - Z zaciekawieniem przypatrzyłam się Tom'owi.
-Hmm... a że ja wiem.-Tom spojrzał na Matt'a i zrobił niepewną mine.
-Mogę iść z nimi ? Proszę ! - zaczełam błagać.
-To już pytanie nie do mnie.- Tom wskazał Matt'a i już się nie odzywał. Spojrzałam się błagającymi oczami na Matt'a, ale on udawał, że nie widzi. Nic nie mówiąc, wstał i poszedł sobie. Zrobiłam smutną mine i spojrzałam na Tom'a.
-To miało znaczyć, że nigdzie nie idę ? - zapytałam.
-Chyba tak... - Tom przegryzła warge i zaczął patrzeć na sufit i ściany.
-No czemu nie ? - oburzyłam się- Czemu oni mogą, a ja nie !
-Roe... Matt'owi bardzo na tobie zależy i on naprawde chce dla ciebie jak najlepiej... Wiesz ile teraz jest szpiegów, którzy w każdej chwili mogą cie dopaść ?- Tom przewrócił oczami.
-Yhhh... A ty co byś zrobił ? Pozwoliłbyś mi ? - spojrzałam na niego z nadzieją.
-Pogieło cię ? Popieram Matt'a, wiesz na jakie niebezpieczeństwo byś się kierowała ? Matt postąpił słusznie-Tom zaczął chwalić Matt'a.
-To nie fair-zaczełam chisteryzować i wyszłam.
Poszłam do pokoju. Matt leżał na łóżku i czytał książke. Nie nie mówiąc położyłam się na swoje łóżko i zaczełam patrzeć w sufit. Lekko na niego spojrzałam... on nic... nic, a nic... tylko dalej czytał...
-Jesteś na mnie zły ? - ta cisza już mnie wkurzała, musiałam się zapytać.
-A czemuż miał bym być zły ? Za to że chcesz iść się zabić ? Haha... no co ty ? Ja ? Weź...- zaczął mowić ironicznie, dalej czytając książke.
-Możesz na mnie patrzeć jak do mnie mówisz ? - wkurzyłam się i wstałam.
-Jak będę chciał to będę się patrzeć.-oznajmił. Ja do niego podeszłam, zabrałam mu książke i usiadłam na jego brzuchu.
-Masz na mnie patrzeć jak ze mną rozmawiać.-rozkazałam.-Co się z tobą dzieje ?
-Ym... a co się miało dziać ?- wreszcie na mnie spojrzał, w jego oku pojawił się błysk, który mnie sparaliżował. Sunęłam się na jego uda, a on usiadł. Lekko przybliżył swoje usta do moich, a ja do jego. W końcu się styknęły, lekko muskał moje usta, a ja to odwzajemniałam. Aż nagle do pokoju wbiegł Tom.
-Matt miałeś mi pomóc...- ja się tak wystraszyłam, że aż z łóżka spadałam, a Matt od razu wstał na równe nogi- Upsss... sorka... zapomniałem pukać...
-Nie nic poprostu coś tłumaczyłem Roe- Matt próbował się wywinąć.
-Tsaa... Miałeś mi pomóc w tej głupiej rurze co pękła, pamiętasz ? - Tom zaczął mówić.
-A no tak... Roe pogadamy wieczorem...- zwrócił się do mnie i wyszedł.
*oczami Matt'a*
Wyszliśmy z pokoju.
-Brawo stary ! Pierwszy krok za tobą, teraz z górki.- zaczął się cieszyć Tom.
-Mówiłem ci już jak cię nienawidze ? - zacząłem się denerwować.
-Oj tam, oj tam... daruj se te komplementy- zaczął udawać, że się rumieni- A teraz chodz mi pomóc w tej rurze, bo chce wreszcie wziąć ten głupi prysznic !
środa, 26 lutego 2014
Rozdział 7
Zeszliśmy z Roe na dół. Na dole było pełno ludzi Tom'a, aż poczułem ten stres w oczach Roe. Złapała mnie za rękę i przycisneła z całej siły.
-Spokojnie. Nic ci nie zrobią- zacząłem ja uspokajać. W pewnej chwili podszedł do nas Tom, jak zwukle uśmiechnięty i wesoły.
-Witam, witam- zaczął się cieszyć.-my jemy tu w pomieszczeniu obok-wskazał drzwi, już chciłem ruszyć z Roe kiedy on mnie zatrzymał.- Czekaj z tobą chce porozmawiać. Roe na stole jest już jedzeniu, częstuj się.
-Do-o-brzeee- ledwo z wykrztusiła i ruszyła w kierunku drzwi.
W środku było bardzo głośno, bo wszyscy byli bardzo głodni.Wyszliśmy na zewnątrz.
- No co ? - zapytałem i pokręciłem oczami.
-Powiedziałeś jej ?- zaczął się cieszyć i uśmiechać.
-Noooo...- odparłem.
-I jak ! I jak ! - Aż oczy mu błyszczały.
-No wytłumaczyłem jej czemu tu jest- zacząłem kierować się do końca rozmowy.
-Co ? Kurde... mi chodzi czy powiedziałeś jej, że ona ci się podoba. - Tom, pokręcił głową.
-No nieee... -lekko się zawstydziłem.
-To ty udany jesteś-przekręcił oczami- A jak zareagowała jak jej to wytłumaczyłeś ?
-No normalnie...
-A pytała się czemu jej od razu nie powiedziałeś ? - popatrzał ciekawie.
-Może.- odpowiedziałem bezznacznie.
-A ty jej co na to ?- Tom zaczął czekać na odpowiedz.
-Nic.
-Najlepszemu kumplowi nie powiesz ? - Tom zaczął się burzyć i strzelać swoje fochy.
-No... że odwagi nie miałem...
-Hhahahahhahahahahahhahahahahhahahahahahahhahahahah.... to pojechałeś - zaczął się śmieć i ocierać łzy ze śmiechu.-Hahahahhahahahahahahahahhahahahahahahhahahahahahaahhahah... nie no... hahahhaha... serio ? .... ty udany naprawde jesteś. Hahahhahahahhaha.
-Ty się tak nie ciesz-zacząłem się denerwować-i chodz już na ten obiad.
-Oczywiście, a czy masz odwagę usiąść koło mnie ? - zaczął się śmiach i żartować.
-Tom... to nie śmiechne.- lekko go odepchnąłem i zacząłem sie też śmiać.
Weszliśmy do środka, oczywiście Tom dalej się śmiał... Coś myślę, że długo mu to zostanie w pamięci...
_______________________________________________________________________________
Ten 7 mi troche nie wypalił... ;/ Sorka ;/ Następnym razem spróbuje zrobić o wiele wiele wiele lepszy ;* <3
Rozdział 6
W pomieszczeniu 105 były dwa pokoje. Jeden to była sypialnia gdzie znajdowały się dwa łóżka, a drugia to była piękna, niebieska łazienka. Od razu sie w niej zamknełam. Postanowiłam wziąć długą kąpiej.
*Oczami Matt'a*
Wyszedłem z pokoju i szukałem Tom'a. Znalazłem go dopiero przy tylnych drzwiach.
-Tom- zacząłem - możemy chwile pogadać ?
-Jasne, jasne- odparł z śnieżnobiałym uśmiechem na twarzy.-O co chodzi ?
-Możesz ty jej to wytłumaczyć ? Ja nie wiem jak...-odparłem ze wstydem.
-Matt... Ty mnie prosisz o taką rzecz ? Takie coś łatwego ? Matt człowieku... Wiesz, że nie lubie odmawiać, ale w tej sytuacji nawet nie zamierzam się zgodzić. - odpowiedział ostatecznie.
-Czemu ? - ręce mi opadły - Bądz przyjacielem
-Nie był bym nim jakbym się zgodził...- uśmiech mu nagle zniknął.- Matt... Jesteś moim najlepszym przyjacielem... Traktuję cię jak brata, który jest dla mnie przykładem... Dzięki tobie mam tylu ludzi w robocie... Wszystko dzięki tobie... Wiem, że nie mam prawa ci odmawiać...Ale co jest trudnego w wytłumaczeniu tak prostej rzeczy ? - spojrzał na mnie z lekkim zwątpieniem.
-Tom... Yhhh...-słowa staneły mi w gardle.
-Podoba ci się-znowu się uśmiechnął i złapał mnie za ramię- Stary ! Powiedz to jej !- zaczął się cieszyć.
-Kiedyś jej powiem... Ale nie teraz...-spojrzałem w ziemie.
-Tym bardziej powinieneś TY jej to wytłumaczyć- pokręcił głową- Zrób to ! Człowiek, który walczył z różnymi stworami, robotami itd. nie może bać się zwykłej dziewczyny- lekko się zaśmiał.
-Hahahha... bardzo śmieszne- zacząłem się wkurzać- Ale masz troche racy... no dobra.
-Powodzenia- Lekko poklepał mnie po poliku.
-Eh... dzięki- podrapałem się po głowie i zawróciłem do pokoju.
•5 min póżniej•
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Roe owiniętą w ręcznik.
-Oł... Sorry sorry... nie wiedziałem...-zacisnąłem zęby i odwróciłem się na pięcie.
-Dobra... nie panikuj... Co ci ? - Roe przyjrzała mi się z zaciekawieniem.
-Ymmm... a co ma być ? - lekko spanikowałem. Czułem się jak idiota... 18-latka mnie zawstydza... Matkoooo... Co się ze mną dzieje ?!
-Toć widzę tą panike w twoich oczach.-Roe podeszła bliżej mnie- No mów.
-Och... siadaj Roe... wszystko ci wytłumacze.-odparłem i pokazałem na dwa fotele przy łóżkach.
-Okey...- Roe usiadła i czekała aż zacznę.
-A więc... Jak już mówiłem... Mój Szef kazał mi cię znaleźć... Znaczy już nie mój Szef bo go zdradziłem, co nie ? Dobra... do rzeczy. on chciał cię, żeby cię zmienić w to co mnie... chciał żeby w twoich żyłach płyneła Mirkana... - odsapnąłem i przetarłem czoło.
-Co to Mirkana? Czemu akurat mnie chciał ? - zapytała. Kurdeee... mogłem się spodziewać pytań.
-Mirkana... ym... to takie... no... Jak będzie to w twoich żyłach to będziesz bardziej odporniejsza na starzy... będziesz silniejsza, szybsza itd. rozumiesz ? Ale to troche by potrwało jak by Mirkana na stałe była w twoich żyłach. W moim przypadku trwało to rok.- lekko się uśmiechnąłem.
-Aha... a więc w czym problem ? Trzeba było mnie mu dostarczyć to by nic się nie stało i CZEMU JA ?! - zaczeła się gorączkować.
-No bo ty. Sam nie wiem czemu akurat ty... kazał mi, nie powiedział czemu...-zacisnąłem zęby- A jabym cię mu nie dostarczył... booo... on by cię używał do zła... do zabijania... do kasy... tak jak mnie-odprałem ze wstydem.
-Oj... to czemu od razu mi tego nie powiedziałeś ? - jej oczy zaczeły świecieć.
-Nie wiem... jakoś nie miałem odwagi- Kurdeee... co ja gadam ?!
-Serio ? ty ? nie mieć odwagi ? hahhaha dobreee...- zaczeła się śmiech
-Ty... się nie śmiej tylko ubieraj bo zaraz idziemy coś zjeść.- chciałem jak najszybciej zmienić temat.
-Dobra, dobra- dalej się śmiała, ale zrobiła to o co poprosiłem.
wtorek, 25 lutego 2014
Rozdział 5
*Oczami Roe*
Szybko dojechaliśmy do Londynu. Byliśmy pod dwópiętrowym budynkiem. W garażu było chyba ze 40 chłopaków. Rozejrzałam się dookoła... Było pełno chłopaków z bronią ! Zaczełam panikować.
-Ej, ej, ej ! Co ci ?- Matt zatrzmał samochód na środku tego wszystkiego.
-Oni, oni, oni... Mają bronie ! Kurdeee ! Patrzą się jakby chcieli mnie zabić ! Matt zabierz mnie stąd ! Proszę !- zaczełam płakać i dramatyzować.
-Ej, wyluzuj... to ludzie Tom'a... nic ci nie zrobią- uspokoił mnie Matt.- Możemy jechać dalej ? - zapytał.
-Ta-a-a-k- odpowiedziałam.
Przy wejściu już czekał na nas Tom... Kurdę.... Cały uśmiechnięty i zadowolony... Nie wyglądał jak tamci, a już napewno nie wyglądał jak ich szef. Wysiedliśmy, od razu podbiegłam do Matt'a i ze strachu złapałam go za rękę i mocno przycisnełam.
-Tom ! Jak ja cię dawno nie widziałem ! - zaczął Matt i podał mu prawą dłoń, Tom ją przycisnął i się szeroko uśmiechnął.
-Stary co się z tobą działo ? Nie dzwoniłeś, nie pisałeś... kurcze no... prawie płakałem... hhaahahahah... nie no dobra- zaczał żartować Tom- A kim jest ta śliczna dziewczyna ? - szybko zapytał Tom i skierował radosny wzrok na mnie.
-To jest Roe-uśmiechnął się Matt i mnie objął.
-Witaj Roe.-przywitał się Tom
-Cześć-odpowiedziałam i lekko sie zarumieniłam.
-A więc to ciebie mamy pilnować, chyba nie będziesz na uciekać co nie ? Krzywda u nas ci nie grozi- oznajmił Tom i odgarnął sobie ciemne włosy do tyłu.
-Nie, nie będą... tylko do końca nie wiem czemu macie mnie pilować i co mi grozi.-odparłam. Tom spojrzał na Matt'a wątpliwie.
-Matt ci nic nie powiedział ? - zapytał Tom, a Matt zesztywniał.- Matt ? Nic jej nie powiedziałeś ?
-Chciałem, ale myślałem, że mi pomożesz.-zaczął się denerwować...
-Oj boże, bożeee... hahhahah Matt... ty to jesteś udany- zaczął znowy żartować- Ja ci tego nie wytłumacze... lepiej by było jakby to Matt ci wytłymaczył, a jak nie wytłumaczy to mi powiedz, to ja już se z nim pogadam.
- Tsaaa... Jasneeee...- Powiedział Matt i spojrzał na Tom'a
-Hahahha okey- od razu odpowiedziałam.
-Macie już gotowy pokój na piętrze- podał klucze Matt'owi.- Pokój 105, ja muszę lecieć, pozałatwiać pare spraw... widzimy się wieczorem, jak zgłodniejecie to powiedzcie jednemu z chłopaków, on wam powie gdzie kuchnia- pożegnał nas śnieżnobiałym uśmiechem.
Rozdział 4
Weszłam niepewnie do czarnego samochodu Matt'a. Odwróciłam sią aby jeszcze raz spojrzeć na mój ukochany domek. Lekko westchnęłam, a łzy napłyneły mi do oczu. Spojrzałam na Matt'a, który siedział za kierownicą i zacisnełam zęby żeby się nie rozpłakać.
-Ej... będzie okey- powtarzał Matt. Ale coś mu nie wierzyłam.
Myślałam całą droge co będzie, czy wrócę do mojego domu, do mojej mamy, czy może zostane już tu na zawsze ? Nie! Nigdy nie zostane z nim na zawsze... Czuję do niego urazę, nie wiem czemu... Poprostu... Yhhh... Jestem głupia, że z nim pojechałam, ale coś w nim jest, tylko jeszcze nie odkryłam co.
Dojechaliśmy do dużego budynku. Wyszłam i spojrzałam w górę, bożeee... jakie to było wielkie.
-Gdzie jesteśmy ?- spojrzałam ciekawie na Matt'a
-W Grantham, obok Londynu... Wpadniemy do mojego kumpla na chwilke...- odparł i założył swoje ciemne okulary.
Wjechaliśmy windą na czwarte piętro i weszliśmy do ostatniego pokoju w korytarzu. W środku były trzy osoby, dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Wszyscy spojrzeli na mnie i staneli prosto.
-Cześć, to Roe... Roe to Ross, Dan i Emily- zaczął Matt- zaczekaj tu, idę z nimi pogadać- powiedział mi do ucha.
-Emily... zapoznaj się z Roe- rozkazał Ross.-Matt pogadajmy w cztery oczu-po czym szybko dodał.
*Oczami Matt'a*
Wyszliśmy na dwór, staneliśmy starym murze.
-Po co nam człowiek ? - zaczął Ross
-Po co "NAM" ? Nam do niczego... Ale mi potrzebny.-spojrzałem na niego lekko zdenerwowany.
-Po co ci ? Właściwie po co przyjechałeś ? Mirkane chcesz ? Bierz i spadaj, bo jeszcze szef na mnie i reszte się wkurzy- odparł obrażony Ross.
- Nie chce mirkany. Nie zmienie jej.... pogieło cie ?... O a więc szef już się poskarżył ? Ciekawe. - zacząłem lekko kpić.
-Słuchaj stary, szef powiedział, że jak cię spotkam to mam cię zabić, ale nie zrobie tego... Masz 30 min aby się stąd wynosić-odparł już wkurzony.
-Tylko usuń mi chipa z ręki. Nadal go czuje... chyba Chris zapomniał o nim...- spojrzałem na niego bardzo miło.
-Dobra, chodz.
Weszliśmy do środka, Roe rozmawiała z Emily, a Dan siedział na kanapie i czytał jakieś gazety.
-Dan, gdzie jest to do usuwania chipów ? - zapytał Ross szukając w szufladzie.
-Pod biurkiem.-odparł Dan.
-A jest- uradował się Ross- Dawaj rękę- rozkazał mi. Podałem mu rękę, a on przyłożył do niego małe urządzenie i nacisnął przycisk, po całym ciele przeleciał mi prąd... Lekko jąkłem i zacisnąłem zęby. Ross obejrzał rękę
- Jest okey... A teraz uciekaj.-rozkazał Ross.
Wziąłem Roe za nadgarstek i zaprowadziłem do samochodu.
-Gdzie teraz ? - Roe spojrzała na mnie lekko wkurzona.
-Do Londynu do mojego przyjaciela Tom'a, on wie że przyjeżdżamy- odpowiedziałem cały zadowolony i szczęśliwy, że już nas nie ma u Ross'a.
________________________________________________________________________
A więc... dodałam tak późno, bo miałam mały problem z internetem ;/ Bardzo przepraszam... <3
sobota, 8 lutego 2014
Rozdział 3
*Oczami Roe*
No niezle... Czad nie daje mi spokóju... Jakiś Matt za mną łazi... CO JESZCZE SIĘ STANIE ?!
Yhhh...
Zeszłam sobie do kuchni, zobaczyłam mame w kurtce.
-Gdzie lecisz ?- spojrzałam na nią ze zdziwieniem-Przecież nie masz dzisiaj pracy-odsunełam się lekko w tył.
-Muszę wyjść, zrozum... babskie sprawy- mama nie mogła dobrać dobrej wymówki.
-To pójdę z tobą, też jestem babą- podeszłam bliżej.
-Kobiece sprawy, a nie nastoletni- mama już wyszła. Hmmm... no niezle... usiadłam na kanapie i włączyłam jakiś program.
*20 min później*
Dalej oglądałam to samo, głupie kanały kucharskie... nawet nie wiem czemu to oglądałam, nigdy nie lubiłam gotować.
-A ty co ? - nagle usłyszałam głos za sobą. Szybko zerwałam sie na równe nogi i odwróciłam się. Nooo... Wszędzie rozpoznam tą marynarke i rurki, Matt.
-Proszę cię... odwal się ode mnie.- wziełam oddech.
-Grozi ci niebezpieczeństwo. Pojedz ze mną, proszę- podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek.
-Nigdzie nie idę, pogieło cię ? - spojrzałam na niego jak na idiote i wyrwałam nadgarstek z ucisku jego dłoni.
-Proszę cię, grozi ci niebezpieczeństwo, uratuje cię tylko musisz się zgodzić...- Matt już miał łzy w oczach. No kurczeee... nooo... co mam robić ?! Nie znam go...
-Ja pierdziele... Ale ja ciebie nie znam... i przed czym masz mnie uratować ? - odsunełam się od niego trochę.
-Kurde... nooo... szukają cię... chcą cię zmienić... Noooo... nie mogę ci teraz powiedzieć w co... muszę ci zaufać, a ty mi...- spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi brązowymi oczami.
-Nie ma takiej obcji... nigdzie nie jade... zostaje... mama mnie potrzebuje, a ja mamy-odpowiedziałam ostatecznie.
-Ja piernicze ! Nie wiesz co ci grozi, chce ci pomóc, chce cię uratować, nawet nie wiesz jakie niebezpieczeństwo ci grozi, a jeśli ze mną nie pojedziesz to nie tylko ty ucierpisz, ale nawet twoja matka ! A wiesz jaki to ból żyć bez rodziny ?! Wiesz ?! Wątpie ! Więc taj sobie pomóc !- Matt złapał mnie za ramiona i wykrzyczał mi to w twarz... Powiedział, że jak nie pojade to stanie się krzywda mojej mamie... Nie pozwole na to, nie miałam wyboru.
-Dobra... Kiedy jedziemy ?- Spojrzałam na niego.
-Teraz... Chodz- Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął.
-Daj mi pare czasu... chce się spakować...- wyrwałam się i pobiegłam na góre, a on za mną.
-Tylko szybko.-odparł.
*Oczami Roe*
No niezle... Czad nie daje mi spokóju... Jakiś Matt za mną łazi... CO JESZCZE SIĘ STANIE ?!
Yhhh...
Zeszłam sobie do kuchni, zobaczyłam mame w kurtce.
-Gdzie lecisz ?- spojrzałam na nią ze zdziwieniem-Przecież nie masz dzisiaj pracy-odsunełam się lekko w tył.
-Muszę wyjść, zrozum... babskie sprawy- mama nie mogła dobrać dobrej wymówki.
-To pójdę z tobą, też jestem babą- podeszłam bliżej.
-Kobiece sprawy, a nie nastoletni- mama już wyszła. Hmmm... no niezle... usiadłam na kanapie i włączyłam jakiś program.
*20 min później*
Dalej oglądałam to samo, głupie kanały kucharskie... nawet nie wiem czemu to oglądałam, nigdy nie lubiłam gotować.
-A ty co ? - nagle usłyszałam głos za sobą. Szybko zerwałam sie na równe nogi i odwróciłam się. Nooo... Wszędzie rozpoznam tą marynarke i rurki, Matt.
-Proszę cię... odwal się ode mnie.- wziełam oddech.
-Grozi ci niebezpieczeństwo. Pojedz ze mną, proszę- podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek.
-Nigdzie nie idę, pogieło cię ? - spojrzałam na niego jak na idiote i wyrwałam nadgarstek z ucisku jego dłoni.
-Proszę cię, grozi ci niebezpieczeństwo, uratuje cię tylko musisz się zgodzić...- Matt już miał łzy w oczach. No kurczeee... nooo... co mam robić ?! Nie znam go...
-Ja pierdziele... Ale ja ciebie nie znam... i przed czym masz mnie uratować ? - odsunełam się od niego trochę.
-Kurde... nooo... szukają cię... chcą cię zmienić... Noooo... nie mogę ci teraz powiedzieć w co... muszę ci zaufać, a ty mi...- spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi brązowymi oczami.
-Nie ma takiej obcji... nigdzie nie jade... zostaje... mama mnie potrzebuje, a ja mamy-odpowiedziałam ostatecznie.
-Ja piernicze ! Nie wiesz co ci grozi, chce ci pomóc, chce cię uratować, nawet nie wiesz jakie niebezpieczeństwo ci grozi, a jeśli ze mną nie pojedziesz to nie tylko ty ucierpisz, ale nawet twoja matka ! A wiesz jaki to ból żyć bez rodziny ?! Wiesz ?! Wątpie ! Więc taj sobie pomóc !- Matt złapał mnie za ramiona i wykrzyczał mi to w twarz... Powiedział, że jak nie pojade to stanie się krzywda mojej mamie... Nie pozwole na to, nie miałam wyboru.
-Dobra... Kiedy jedziemy ?- Spojrzałam na niego.
-Teraz... Chodz- Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął.
-Daj mi pare czasu... chce się spakować...- wyrwałam się i pobiegłam na góre, a on za mną.
-Tylko szybko.-odparł.
piątek, 7 lutego 2014
Rozdział 2
*Następny dzień*
Szłam właśnie do szkoły, pierwszy raz chyba się nie spóźnie... Co chwila się rozglądałam i odwracałam. Wiadomo kogo szukałam. W pewnym momencie usłyszałam kogoś za sobą. Zlękłam się i podskoczyłam, odwróciłam się... ON stał za mną.
-Czego tak szukasz ? - uśmiechnął się i też się rozejrzał.
-Chyba jednak czego- roześmiałam się i spojrzałam mu w oczy- Kim jesteś ?
-Hmmm... dobre pytanie... Ale to nie jest ważne. Chce ci pomóc- odparł i się odwrócił. Przybliżyłam się go bliżej i spojrzałam z przerażeniem. W czym on ma mnie uratować ?!
-Przed czym chcesz mnie uratować ? - oczy stały mi się szklane, a głos się podwyżył.
-Nie wiem jak ci to wytłumaczyć...- podał mi cos do ręki - Naciśniesz go, jak będzie ci groziło niebezpieczeństwo, nie ważne jakie... ja od razu przybędę, obiecuje.- w ręku trzymałam wisiorek z kwiatem.
-Kurcze... Ale ja cię nie znam, ty mnie nie znasz, rozumiesz ? Nie znamy się nie wiesz o mnie nic, a ja o tobie nic nie wiem- Chciałam już iść, ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Wiem o tobie bardzo dużo Roe- Spojrzał na mnie podejrzanie, a ja się odsunęłam.
-Skąd znasz moje imię ?- zapytałam ze starachem.
-Kurcze, no mówię ci że wiem wszystko- chłopak złapał się za głowe.
-A twoje imię to ?- spojrzałam zaciekawiona i znowu się zbliżyłam.
-Matt- uśmiechnął się- Ja spadam, uratuję cię...
Raz mrugnęłam i jużgo nie było. Chwilę się jeszcze rozglądałam, a potem skapnełam się, że za minutę mam lekcje, a ja nie jestem jeszcze w połowie drogi.
*Oczami Matt'a*
•Rozmowa przez tel.•
Zadzwoniłem do Chris'a. Mojego kumpla.
-Halo ? Chris ? - zaczałem rozmowe.
-No siema Matt, znalazłeś ją ? - Chris zabrzmiał dziwnie.
-Ymm... można by było tak powiedzieć, ale jej nie oddam szefowi, załatwisz mi jakiś transport ? - zapytałem i przycisnąłem bardziej słuchawke do ucha.
-Kurczeee... Nie dasz jej ?! Szef cię zabije... Dobra pomogę... Transport będzie, spoko... Będę cię krył- Chris zabrzmiał przyjemnie, aż poczułem jego uśmiech. - coś jeszcze ?
-Tak... Usuniesz mojego chipa z ręki i dasz jakiś sprzęt ? - Dalej prosiłem
-Luz- powiedział radośnie- A teraz wiej... A właściwie gdzie zamierzasz jechać ? - Chris się zaciekawił.
-Do Ross'a, pomoże
-Dobra, to ja załatwiam, a ty rób to co masz robić
-Dzięki Chris, ratujesz mnie- Dziękowałem
-Luz Luz
Rozłączył się.
czwartek, 6 lutego 2014
Hej :) Myśle, że wam się spodoba mój blog... chce powiedziec tylko, że wcześniej nie pisałam blogów i naprawdę nie mam tej wprawy co inni :) Ale chce spróbować :> Jak mówią "co cie nie zabije, to cie zmocni"... Mam nadzieje, ze komuś się mój blog spodoba ;*
Rozdział 1
Lekki powiew wyrwał mnie z łóżka, spojrzałam na zegarek... "O nie ! Znowu się spóźnie!"- krzyknełam. Pobiegłam szybko do łazienki i zaczełam się szykować do szkoły. było za pieć ósma, a o ósmej mam zajęcia. No niezle....
Wybiegłam z domu i co sił w nogach pobiegłam do szkoły. Dobrze, że szkoła była blisko i już w 5 min bylam w szatni i zdejmowałam kurtke.
Wpadałam do klasy cała zdyszana.
-Dzień dobry Roe, jak zwykle spóźniona-powiedziała pani Zolie z sarkastycznym uśmiechem- Siadaj i zapisuj lekcje.
-Dobrze- Bez dyskusji usiadłam i zapisywałam.
*na przerwie*
-Co tam Roe kochanie ? Czemu się znowu spóźniłaś ? Nie byłem wczoraj u ciebie...- uśmiechnął się zlośliwie Czad i objął mnie ręką. Od razu go odepchnełam.
-Czad... Wal się, okey ?!- Jak zwykle się wkurzyłam
-Dobrze, dobrze kochanie moje- uśmiechnął się i poszedł do klasy.
*Koniec lekcji*
Wracałam ze szkoły... W pewnej chwili ktoś złapał mnie od tyłu i przytulił. To Czad ze swoimi głupimi kolegami.
-Czad do jasnej cholery odwal się ode mnie ! - Krzyczałam... Ale on swoje... Aż w końcy go uderzyłam z płaskiej ręki w policzek. Nie zamierzałam tego... Ręka sama mi się ruszyła...
Czad cały poczerwieniał i złapał mnie za nadgarstek, zaczał mnie szarpać, złapał mnie za twarz i spojrzał w oczy
- Słuchaj głupia szmato... Zerwałaś ze mną bo co ? Ty myśliś, że zerwaliśmy, ale ja tak nie myśle, masz się wreszcie zachowywać... Jasne ?!- Lekko mnie odrzucił.
-Nie.-odpowiedziałam ostatecznie, chociaż wiedziałam, ze go bardziej zdenerwuje. Podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz, także z płaskiej ręki. Chciał to powtórzyc, ale ktoś złapał go od tyłu i rzucił o ziemie. Koledzy Czad'a chcieli mu pomóc, ale im sie nie udało. Chłopak bijący Czad'a zabrał się tez za jego kolegów, którzy uciekli z wielkim wrzaskiem, a Czad od razu za nimi.
Chłopak spojrzał na mnie. Miał czarne okulary przeciw słonecznie, czarną marynarke i rurki, a pod marynarką koszulke ze szkieletem.
-Nic ci nie jest ?- zapytał, usłyszałam jego zachrypnięty głos, który wybudził na moim ciele dreszcze.
-Nie-e...- ledwo co wykrztusiłam
-To dobrze.- odwrócił sie na pięcie i uciekł.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






